Brudne dziecko kontra smog

Dzieci a smog

Każda z nas martwi się tym "cholernym smogiem". A jeśli się nie martwi to zapewne dlatego, że o tym nie myśli i traktuje temat z rezerwą. W każdym razie nikt z nas nie jest kontent z powodu zanieczyszczeń powietrza jakimi muszą oddychać nasze dzieci. Chętnie byśmy ten element naszej globalnej rzeczywistości pomineli klikając " Ctrl-Alt-Delete ZAKOŃCZ PROCES".
Nie jest to niestety możliwe, ale chcę Was dziś zachęcić do jednej praktycznej metody, która wpłynie pozytywnie na przestrzeń powietrzną Waszych Domów.
Od kiedy tylko pamiętam moja Mama jest pasjonatką przyrody. Tata zresztą także.
Latem bardzo często organizowali rodzinne, trzyosobowe (tak- jestem jedynaczką 👧) wycieczki rowerowe, na które zabieraliśmy pyszne domowe, pieczołowicie przygotowane przekąski oraz trzy koce. To był nasz cały dobytek. Jeździliśmy w (dla mnie jako dziecka) dalekie trasy i chłonęliśmy naturę. Śpiewy ptaków, skoki wiewiórek i zajęcy, stukoty dzięciołów, szelest liści a - nierzadko- burze i ulewy. Sielskie wspomnienia obcowania z naturą 🍃 bywało że nogi bolały od pedałowania, słońce spiekło mój blady nos, a chmara komarów dziwnym trafem zagnieździła u mnie "muchy w nosie" (ależ prościej nie mogłam tego ująć! 😂). Ale dziś wspominam te wypady jako cenne rodzinne chwile na świeżym powietrzu.
A teraz o drugim wymiarze rodzinnych kontaktów z naturą. Moja Mama jest florystką i ogrodnikiem, które to zajęcia ma we krwi- jeden z naszych przedwojennych przodków posługiwał u ogrodnika, a z kolei mój drogi Dziadek Tadek- zawsze zabierał Mamę na piesze przechadzki po lesie, zaszczepiając w niej pasję do świata natury.
Z tejże pasji Mamy, wypływała pewna tradycja, za sprawą której bywałam "brudnym dzieckiem" 😁 otóż raz w roku wraz z moją Mamą przesadzałam wszystkie rośliny doniczkowe, które z nami zamieszkiwały, a było ich sporo! 🌱
Ileż to było frajdy, gdy mogłam wciągnąć na dłonie prawdziwe rękawice ogrodnicze, uczyć się delikatnego wydobywania korzeni z ziemi, otrzepywania ich z nadmiaru starej gleby, czyszczenia osłonek, dobierania większych donic, aby korzenie mogły dalej się rozrastać, wsadzania każdej roślinki do jej nowego domu i dosypywanie łyżką od zupy kolejnych porcji ziemi do nowej donicy. No i na końcu podlewanie, przygotowywanie przez Mamę porcji odżywki do gleby i wycieranie liska po listku, by uwieńczyć dzieła.
Po takiej akcji, kuchnia, która uprzednio zabezpieczona była starymi numerami gazet sportowych Taty i tak cała była w ziemi, zatem wraz z mamą -upiększone o kilka listków we włosach- zabierałyśmy się do ostatniego etapu tych corocznych prac jakim było doprowadzenie kuchni do ładu.
Wspomnienie to przytaczam, bo pragnę Was zachęcić do refleksji nad tym czy w Waszym domu są rośliny, a jeśli są to czy solidnie o nie dbacie? Co ważniejsze- czy Wasze dzieci dbają o rośliny? Czy podarowaliście im- ich własne piękne żywe roślinki, które mogą pielęgnować, wiedzą jakie są ich nazwy, jak o nie dbać? Już 3 letnie dziecko ma wykształcony zmysł (tak go nazywam) empatii! I z powodzeniem może podlewać małego kwiatka żyjącego w jego pokoju i pełniącego rolę zielonych płuc w pomieszczeniu Waszej pociechy. Jeśli odpowiednio uprzedzicie swoje pociechy że rośliny to żywe istoty, jeśli będziecie sami dbać o swoje rośliny z sypialni, salonu czy kuchni- Wasze dzieci będą Was z radością naśladować! I tym sposobem WSPÓLNIE wytoczycie wojnę Smogowi. W tej bitwie wygracie, bo powietrze w Waszym domu ma szansę ulec poprawie, jeśli z pomocą doradcy wybierzecie najlepsze do tego gatunki! No i dajcie się pobrudzić swoim pociechom przy takim przesadzaniu roślin, jak to ja miałam zaszczyt doświadczyć, dzięki mojej fascynującej Mamie 👵
Pozdrawiam Adrienne Isabel.
Zapraszam na fanpage facebook Czyste Dziecko.

Komentarze

  1. U mnie w domu to tylko rośliny sezonowe - kwiaty na balkonie : ) Muszę przemyśleć pomysł zorganizowania jakiejś mini - szklarni...
    Pozdrawiam : )

    amourdevie.pl

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja walczę np. z sąsiadem. Już jakiś czas temu czułam palone pampersy.... Akcja jak najbardziej na tak. U nas w domu jednak za mało roslin zielonych, nie licząc kaktusów. Pzdr

    OdpowiedzUsuń
  3. Wyjeżdżając z dziećmi na wieś, na działkę, czy spacer po lesie, zawsze liczyłam się z tym, że mają wrócić takie w bezpieczny sposób zabrudzone, od ziemi, patyków, szyszek, piasku przy jeziorze, oczywiście bez pchania brudnych łapek do ust, ale z przydeptanymi butami czy pobrudzonymi kolanami spodni, to taka rekompensata, że nie mamy domowego ogródka. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak cudownie to opisałaś! Te wspomnienia z dzieciństwa (też mam podobne!), zabawę w ziemi... Przez długi czas nie doceniałam roślin doniczkowych (tylko zmartwienia i trzeba pamiętać o podlewaniu!), a teraz co chwilę przynoszę do domu jakiegoś sukulenta :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Jako dziecko brudu nigdy się nie bałam. Zabawy w piachu czy w ziemi mi nie straszne :)
    Super tak powspominać :)

    OdpowiedzUsuń
  6. My też przesadzałyśmy kwiaty i też miałam swoje własne :) Cenie sobie, że do dziś znam wiele gatunków.

    OdpowiedzUsuń
  7. hej. poruszyłaś ciekawy temat. coś, co odkładałam często "na później" - taka myśl w głowie, że dopiero jak dziecko podrośnie, to może pielęgnować rośliny… a Córka ma już 8 lat! więc po co ja cały czas sama podlewam kwiaty w Jej pokoju?

    OdpowiedzUsuń
  8. Pamiętam z jaką ulgą wyjeżdżałam z Pekinu, tam już totalnie nie było czym oddychać!

    OdpowiedzUsuń
  9. Ze względu na to, że jestem dziewczyną "z domków" kwiaty zawsze odgrywały u nas dużą rolę. W domu, w piwnicy, w ogrodzie, na parapetach. Pomagałam mamie je podlewać i plewić, ale nigdy nie garnęłam się do cięższych prac. Ot, leniuszek ze mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  11. Mamy mnóstwo roślin w domu a odkąd mamy również ogródek moi chłopcy co rok robią sobie jednoroczny mini-skalniak, lubią grzebać w ziemi. Jeśli każdy z osobna postawi się smogowi w sposób, jaki piszesz mamy szansę, by odnieść zwycięstwo :-)

    OdpowiedzUsuń
  12. U nas też jest sporo roślin doniczkowych. Najwięcej storczyków, paprotek, ale jest też aloes!

    OdpowiedzUsuń
  13. Kiedyś byliśmy brudni, zdrowi i szczęśliwi...

    OdpowiedzUsuń
  14. Kiedyś byliśmy brudni, zdrowi i szczęśliwi...

    OdpowiedzUsuń
  15. Mamy to szczęście, że mieszkamy przy korytarzu napowietrzającym i nawet jeśli w całym mieście panuje alarm smogowy, u nas nie jest tak źle.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz