Bąki, pruty, gazy... dlaczego mnie cieszą i o tym jak pewien Profesor z Chin beknął do mikrofonu

Przypomniała mi się dziś świetna "gra" z dzieciństwa.
Otóż zawsze gdy komuś zdarzył się "powietrzny wypadek" przy śmichach i chichach, inne dzieci przydzielały takiemuż wypadkowi odpowiednią nazwę

Dziecko 1: Pruuut....
Dziecko 2: Ooo... Wysmyk towarzyski!
D1: A nie, ja myślę, że Cichacz fotelowy.
D2: Podkołdernik jadowity!
D1: Dwubulgot kąpielowy!
2: Tajniak kanapowy!

I okrzykom takim nie było końca! A ubaw po pachy!

Jak to jest z tymi "gazami"? Sprawa dość fizjologiczna, a zarazem okraszona ostracyzmem, wobec winnego: Buuuu- wstyyyyd! Idź stąd!

U nas w Rodzinie tego typu "wypadki przy pracy" są jednak przyjmowane z radością, ale nie z powodu rozpasania, lecz z powodów natury zdrowotnej.
Bóle brzucha, nieżyty żołądkowo-jelitowe, częste wizyty w szpitalach pod kroplówką- takie smutne przygody sprawiły, że normalna praca żołądka i jelit, przyjmowana jest w naszym domu z niekrytą radością.
I tak oto kiedy pierworodnej przydarzy się "wysmyk towarzystki" na naszych twarzach maluje się uśmiech. Wszystko gra- jelita pracują- Chwała Panu!
Dopiero kilka miesięcy obserwujemy pracę jej układu pokarmowego, który rozpoczął zmagania z normalnym pożywieniem, a nie tylko z lekkostrawnym mlekiem Mamy. Stąd wszystkie naturalne odruchy cieszą nas, informując że "te sprawy" mają się doskonale.

Przypomniała mi się przy tej okazji, opowieść Męża którą przywiózł z jakiejś konferencji naukowej.
Otóż sytuację mamy następującą:
Pełna sala, wykład za wykładem, wszystko zgodnie z planem. Na katedrę wchodzi pewien naukowiec z Chin. Łamanym, niezrozumiałym angielskim tłumaczy zebranym swoje wyniki i nagle:
BEEEEEEEK.
Cóż- delikatnie mówiąc- odbiło się Panu Profesorowi. W głowie mojego Męża konsternacja i zawstydzenie, które wziął na siebie za Pana Profesora z Chin, a sam Prelegent? Bez najmniejszego mrugnięcia okiem, dalej tłumaczył swoje tezy...
Hehe... Nieźle nie?
Z tego wynika że nasze zawstydzenie za sprawy fizjologiczne są sprawą kulturową. Tak reagujemy w Europie (no w Polsce na pewno!). A w innych regionach naszego świata- różnie to bywa. Swoją drogą- ciekawe czy w Chinach, "wysmyki towarzyskie" też są traktowane na takim "lajcie". :D


Miłego gotowania obiadu!
Pozdrawiam i zapraszam na mój fanpage facebook Czyste Dziecko, gdzie znajdziecie jeszcze więcej ciekawostek o świecie dzieci.


Komentarze

  1. Kobiety podobno nie pierdzą :-D u synka cieszą bardzo, wiadomo że nie będzie krzyków

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetne nazwy! Koniecznie "sprzedam je" mojej 5 latce. Będzie miała ubaw. Zamiast wstydu, który jest najtrudniejszą dla ludzi emocją, poczucie humoru i zdrowe podejście się liczą!

    OdpowiedzUsuń
  3. W Indiach bekają itp. i się nie wstydzą

    OdpowiedzUsuń
  4. Przyznam, ze ja rowniez sie ciesze, gdy niemowlakowi wszystko gra i buczy ;-) lepsze to od kolek i placzu malego czlowieka :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja dzieci nie lubię i obrzydzają mnie do granic możliwości, ale tekst dobry.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czasami miewamy jakieś uprzedzenia z powodu własnych problemów/wspomnień- warto "odczarować" takie myślenie. życzę byś nie musiał tak czuć i tak mówić/pisać ;)

      Usuń

Prześlij komentarz